Kongres trwa…

„Rozwój Łodzi i regionu może następować w oparciu o kulturę. Jesienny Regionalny Kongres Kultury ma na celu rozpoczęcie publicznej debaty nad diagnozą stanu kultury i regionalną polityką w tym obszarze.” – tymi słowami zaczyna się oficjalny komunikat odnośnie Regionalnego Kongresu Kultury 2011. Zaproszono na niego przedstawicieli zarówno publicznych instytucji, jak i aktywnych organizacji pozarządowych. Stowarzyszenie Fabrykancka także otrzymało zaproszenie – dziękujemy, nie skorzystaliśmy.

Wracając do cytowanego fragmentu: „Kongres (…) jest rozpoczęciem debaty nad diagnozą stanu kultury” – to wzbudza w nas konsternację. Według organizatorów debata rozpoczyna się na kongresie? Czujemy się jak Ijon Tichy na Kongresie… Futurologicznym, w opowiadaniu Stanisława Lema. Bohater zostaje zaproszony na ważny kongres, zwołany w sytuacji poważnych społecznych niepokojów wywołanych skażeniem i przeludnieniem. W czasie Kongresu wybuchają zamieszki, a służby bezpieczeństwa wypuszczają gaz halucynogenny. Od tej pory bohater żyje albo w imaginacji, albo w rzeczywistości – nie wie dokładnie, czy już odzyskał przytomność, czy to kolejna projekcja. Pragnie wrócić do rzeczywistości, ale ciężko mu ją zidentyfikować.

Łódzki kongres według jego organizatorów „rozpoczyna” dyskusję nad stanem kultury w mieście. Proszę nie odbierać tego wywodu jako pastwienia się nad małym nieporozumieniem w tekście prasowym. Przytoczone sformułowanie jest jednym z wielu symptomów niebezpiecznego zjawiska: permanentnego gubienia zgromadzonej w tym mieście wiedzy. Dyskusję o kulturze prowadzi się w Łodzi od lat: miała ona miejsce w latach 90., na początku nowego milenium i wreszcie w ostatnim czasie, kiedy, za sprawą Nowego Centrum Łodzi i starań o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury 2016, znalazła się ona w centrum zainteresowania mediów. Porażka w ESKa była wstrząsem nie tylko dla świata kultury, ale i dla rzeszy mieszkańców. Pojawiły się liczne głosy krytyczne wobec funkcjonującego systemu, w tym apel o „Szacunek dla Łódzkiej Kultury”, w którego przygotowaniu braliśmy aktywny udział.

Postulaty zawarte w apelu w większości odpowiadały naszemu stanowisku. Stanowisku, które jest od dawna wyklarowane i wielokrotnie przedstawiane władzom, w tym pani prezydent Agnieszce Nowak  i panu Jakubowi Wiewiórskiemu z Wydziału Kultury. Wymieńmy choćby dwie istotne kwestie, które poruszaliśmy, czyli stosunek do łódzkiego dziedzictwa i „małe granty”. O naszej kulturze świadczy szacunek dla dziedzictwa i historii, w tym dla historycznej zabudowy. W tej kwestii jednak nadal toczą się dyskusje, a nawet są posiadacze zabytków, którzy ponoć „nie wiedzą”, że w Łodzi są jakieś zabytki (nawet gdy są to zadbane pałace wpisane do rejestru). Czekamy, aż wreszcie odpowiedzialne organy zaczną egzekwować obowiązujące prawo w tym zakresie. W tym zabezpieczanie rozpadających się obiektów. Kolejna kwestia to wprowadzenie przejrzystego system dotacji, a także „małych grantów” dla instytucji, organizacji i osób fizycznych działających w obszarze kultury – niewielkich sum dofinansowania, których zdobycie byłoby możliwe co kwartał. Taki elastyczny system pozwoliłby wzmocnić regularną aktywność twórczą, ponieważ obecny sposób finansowania tworzono głównie z myślą o dużych wydarzeniach, odbywających się raz do roku. Wszystko to nie jest wyłącznie naszym „copyright” – to rzeczy (z pozoru) oczywiste, powtarzane przez wielu znawców tematu.

Doceniamy, że forma kongresu ma (teoretycznie) nie wykluczać nikogo i stwarzać warunki do konfrontacji poglądów różnych środowisk. Zawsze jesteśmy zwolennikami rozmowy i konstruktywnej krytyki. Otwarte pozostaje pytanie, czy panelowe debaty i wykłady spełnią pokładane w nich nadzieje. Niestety warsztaty DNA miasta, które początkowo wydawały nam się wartościowe ze względu na „zewnętrzne” (pozałódzkie) spojrzenie organizatorów, okazały się w swojej formule zbyt sztywne i nieprzemyślane, tak więc nie przyniosą wiele pożytku.

Powodem naszej nieobecności na Kongresie jest wrażenie, że będzie to „Regionalny Kongres Futurologiczny”. Zapętleni w kolejnych projektach oraz w medialnych lub panelowych dyskusjach, możemy trwać w marazmie bez końca. Zamiast tego wolimy zapytać: kiedy wrócimy do rzeczywistości? Rzeczywistości, która mogłaby się ujawnić w konkretnym, w projekcie reform wydziału kultury – publicznie udostępnionej propozycji, która stałaby się przedmiotem dyskusji na spotkaniu. Diagnozy i pomysły, jeśli przedstawiciele władz nadal odczuwają ich niedostatek, można zebrać poprzez ankiety lub indywidualne spotkania (tego rodzaju „badania” przeprowadzono, choć niezbyt kompleksowo). Natomiast kongres w obecnej złej sytuacji, powinien być dyskusją nad konkretnym dokumentem, w którym kultura zostanie wprowadzona w szerszy kontekst dziedzictwa historycznego, urbanistycznego, problemów jakości życia w mieście, ekonomii oraz współpracy kultury i biznesu. Zamiast tego mamy formułę opartą na powtarzaniu przez poszczególne osoby swoich obserwacji i pomysłów.

Pojawiają się opinie, że łódzkie środowisko jest mało aktywne, że młodzi ludzie nie formułują mocnego głosu w sprawach kultury, bo nie są zaangażowani. To wygodne stanowisko dla władz miasta, ale tak nie jest. Wiele osób zostało po prostu skutecznie zniechęconych do działania, zrezygnowało po wielu pochłaniających czas i energię, a nieprzynoszących skutków próbach. Łódź jest trudnym polem działań twórczych i kreatywnych. Urzędnicy stworzyli źle działający system, który absorbuje konkretne środki, co jednak nie przekłada się na kondycje lokalnego środowiska artystycznego. W mieście niewiele jest miejsc na artystyczne pracownie i kreatywne działania (choć tę lukę zaczynają zapełniać prywatni właściciele budynków). Popyt wewnętrzny na kulturę jest ograniczony, głównie z powodu niskich zarobków (bilety na koncerty na FabrySCENIE kosztują 10 zł i jest to cena niska w porównaniu z innymi miastami, choć koszty organizacji są zbliżone). Nie dziwi więc fakt, że wiele inicjatyw wyprowadza się z Łodzi lub wybiera świadome ,,zejście do podziemia”.  FabrySTREFA (lokacja w prywatnym budynku) działa wyłącznie dzięki wsparciu prywatnych sponsorów i wolontaryjnej pracy członków stowarzyszenia. Tylko dzięki temu udało nam się zrealizować tak wiele inicjatyw. FabrySTREFę tworzymy po zajęciach na uczelniach lub po godzinach pracy zarobkowej. Nie mamy czasu na kolejne nie efektywne debaty i „klepanie nas po ramieniu”.  Nigdy nie otrzymaliśmy od władz wsparcia finansowego (o nie wnioskowaliśmy na początku działalności), ale też nie doczekaliśmy się reakcji czy choćby stanowiska w sprawie wielu propozycji i interwencji dotyczących zabytków, ulicy Piotrkowskiej, urbanistyki, kultury. Wszelkie zgłaszane pomysły i wnioski miesiącami oczekiwały na rozpatrzenie, po czym otrzymywaliśmy odpowiedź odmowną lub (częściej) żadną. Wydział Kultury nie wykazywał nigdy zainteresowania nasza działalnością, ale widać obserwuje nas. Świadczy o tym fakt, że na kilka tygodni przed planowanym przez miasto wydarzeniem, prosił nas o nieodpłatne użyczenie przestrzeni FabrySTREFY na ten cel.

Zadaliśmy sobie pytanie: czy idąc na Kongres, wrócimy na poziom halucynacji, czy zyskamy szansę, by dyskusja zbliżyła się do rzeczywistości? Czy kongres to zmiana czy pozór zmiany? Ile czasu i energii możemy poświęcić, aby uczestniczyć w symulacji? Nasze stanowisko jest jasne, a działania mówią same za siebie. Teraz to my czekamy na konkrety. Wciąż mamy nadzieję, że one się pojawią. Oby wtedy również nie zabrakło czasu i zaproszenia do dyskusji.

No comments yet

Leave a Reply